Przede mną księżyc chował już twarz za blokami, a za mną słońce swoim markotnym światłem próbowało zasłonić złocisty blask latarni... pięknie. Po głowie skakały mi przeróżne myśli... że niby głupi i nie docenia, wymyślając co raz to nowe sceny jak rysownik komiksów... tylko tym komiksem jest w tym przypadku życie. Nasze... Moje... Twoje... ludzi których nosimy w sercu... i tych, których nigdy nie spotkamy. Kolejne kłamstwo jako wymówka... tak perfidne... ja widziałam... i wiem nadal... tylko nie miałam sił na dalsze kontr-argumenty. Potakiwałam tylko... Tylko słowa zawarte w mojej głowie były sprzeczne... „ A niech mu będzie... niech się odczepi. ” Czy żałuję? Nie. Wiem tylko, że w tym wszystkim jest użalanie się nad czymś czego nie ma... szukaniem problemów w całym szczęściu. Ty potrafisz być... i jesteś, a ja jestem i muszę być... muszę w tym trwać. Mówisz, że Ci źle, więc czemu mi nie współczujesz gdy widzisz, że jest ciężko? Ty chcesz i masz, a ja chcę i muszę czekać... Taka prawda, chodź mówisz, że moje zachcianki są najważniejsze, ale nigdy jeszcze o nic wielkiego nie prosiłam, bo nie uczyli mnie prosić tylko zdobywać... Być niezależną od kogoś... Chcesz... nie licząc się z faktem, że mam inne zdanie. Osiągasz rzeczy, które dla mnie są tylko dziwnym uczuciem ironicznego uśmiechu własnych życiowych spraw... ciszą niespełnienia. Mogę tylko na takie marzenia czekać... z bólem patrząc jak się cieszysz... i milczeć, bo jest mi wstyd, bo ja tak nie mam, bo nie potrafię pokazać, że brakuje mi tych drobnych, miłych gestów... Ty nic nie tracisz z wyjątkiem tego, że pogłębiasz swoją głupotę tym, że mówisz, że jesteś stracony. Co mam powiedzieć na swój temat? Mówisz, że spadasz na dno, które się usuwa co raz niżej... niżej... niżej... Jeśli tak naprawdę masz, to zazdroszczę Ci tego problemu, ja bym była martwa. Ach... nie... ja już jestem martwa... zwracając uwagę na wygląd mojego teraźniejszego życia... Tego prawdziwego... z którego nie lubię się dzielić relacjami.. To smutne... wiem... pewnie wiele ludzi by powiedziało po przeczytaniu tego fragmentu notki, że mają w życiu gorzej... chodź tak na serio nie wiedzą o czym piszę. Pewnie by połowa nie przeczytała... a jeszcze innych parę istot przemilczało lub uznało mnie za popierdoleńca jak nie za ćpuna... czy Emo... Kolejnym argumentem jest fakt, że wszystko się za często pieprzy... człowiek nie radzi sobie z życiem, a jak nie radzi sobie z życiem to i ze sobą samym też... Ludzie widzą, że z nim coś jest nie tak i zostawiają go z tym problemem sam na sam... oko w oko. Owszem... są osoby o pięknych twarzach i anielskich sercach... Nie spotkałam ani jednej... jak do tej pory... chodź nikt we mnie kamieniami nie rzucał żebym miała poczuć się wstrętnie, a jeśli co to były to chwile... momenty... szybko przemijały i znowu można było wstać i pokazać się w ludziach... Nie potrafię siebie zrozumieć i pouczam innych co mają robić gdy im nie wychodzi... A kiedy próbuję to zastosować w swoim sposobie życie coś musi pójść nie tak. Ukrywam prawdziwą twarz pod dziecięcą twarzyczką z uśmiechem jak z bajki o krasnoludkach. Wciąż stąpam po ziemi niepewnie z ironią niedorosłości... chowając się za szczerym uśmiechem kierującym się na przypadkowych ludzi, którzy cieszą się z tego nie wiedząc, że po drugiej stronie maski płaczę... wręcz wyję do siebie. Myślą, że skoro pocieszam jestem fajna, bo chcę rozumieć ich potrzeby i słuchać o ich życiowych błędach lub o pięknych chwilach w ich niesamowitym życiu, a potem nie pytają się mnie o nic i odchodzą... mówią, że jestem zabawna, bo się śmieje razem z nimi... Mówią, że jestem śmieszna, bo potrafię przez chwilę zrobić coś i tego nie żałować i właściwie śmieć się z siebie... Natomiast poruszają moje serce gdy słyszę o sobie, jak o kimś prawdziwie innym i prawdziwie niepowtarzalnym ludzkim stworzeniu... chodź wcale tak nie uważam. I nie wiem czy tak jest. Ktoś powiedział kiedyś, że rację mają ci których jest mniej... Przecież nie każdy musi to mówić... nie każdy jest szczery... i nie każdy lubi przyznawać rację... i nie każdy potrafi mówić tak pięknie... Jak potrafią co poniektórzy ludzie... Inni już tak mają, inni się starają, jeszcze inni chodź się uczą nie nauczą się nigdy, bo nie znajdą słów na tak łatwe wypowiedzenie... Być może są za prości, być może Bóg im nie dał wiary w swoje możliwości, być może osoby, którymi się otaczają stwarzają pozory, że jest naprawdę świetnie, w rzeczywistości się do siebie uśmiechając. Nie wiem co mnie bierze na tak beznadziejne słownictwo, które powtarzam co drugą linijkę... Czy aż tak mocno jestem zdesperowana by to pisać? Czy jest mi wystarczająco smutno? Czy może to tak na poprawienie sobie humoru? Cały ten czas zmarnowany na pisanie tego wściekłego tekstu... niepotrzebny... Po cholerę? Z nudów? Z przejęcia? No tak. No dalej. Jak zwykle pod koniec... piszę pytając siebie samą... i kończąc tekst kropką.